środa, 11 marca 2015

Rozdział 15

 Nic nie odpowiedział. Przyczyną tego z pewnością było to jak go mistrzowsko ochrzaniłam. Albo to, że wszedł jego szef. Mniejsza z tym. Facet był moim ochroniarzem, a nie wiedziałam jak się nazywa.
-Wpadłem przynieść ci laptopa. Zamów w internecie rzeczy, które będą ci potrzebne. Te najważniejsze masz zamówić kurierem. Liliana ci pomoże. Adres macie na kartce, które jest przyklejona do ekranu. Możecie nawet zamówić pierścionek, żeby nie było. Jakieś pytania?
-Jak się pan nazywa? Nie wiem jak mam się zwracać.
-W całej tej akcji jestem znany jako ojciec twojego narzeczonego. Możesz mi mówić tato.
-Ok.
'Tata' wyszedł. Zostałam z Lili, która zdążyła już przez ten czas włączyć laptopa i Mark'iem, który zasnął na fotelu obok mojego łóżka. Zerknęłam na ekran laptopa. Rzeczywiście. Była tam kartka.
-To co chcesz zamówić najpierw? - zapytała
-Jak chcesz. Mnie to już nie obchodzi. Nigdy przecież nie przepadałam za zakupami.
-Fakt. Nie wiem w jakim stylu mam szukać ubrań.
-Skoro nie mam być taka jak jestem dzisiaj to wrócę do swojego dawnego stylu. Proste. Znasz go to możesz zająć się tym sama.
-A rozmiar?
-Jesteśmy tego samego wzrostu i pewnie ważymy też tyle samo. Po prostu rozmiar jak dla ciebie
-A co z butem? Zawsze miałaś większą stopę ode mnie. - miałam dosyć gadania
Zdjęłam jeden but i rzuciłam w jej stronę. Drugiego też, ale tego już położyłam na podłodze. Sama też położyłam się na łóżku. Sięgnęłam do stolika po mój ulubiony zeszyt. Był już stary i poniszczony. Dla mnie ważne było, że znalazłam go jak sprzątałam. Był jeszcze z czasów jak mieszkałam w Polsce. Zaczęłam go przeglądać. Były tam wszystkie moje stare rysunki. Nawet te mniej udane. Uśmiechnęłam się nawet na widok tych całkiem bezsensu.
-Lili. - dziewczyna nie zareagowała to kopnęłam ją
-Co chcesz? - powiedziała obracając głowę w moją stronę
-Pamiętasz?- pokazałam jej stary zeszyt
-Jezu. Skąd go wytrzasnęłaś?
-Jakiś czas temu znalazłam go w pokoju, ale chciałam go wyrzucić. Widocznie mam chciała mi o was przypomnieć, to go mi podrzuciła.
-Nie wierzę, że przetrwał tyle lat. Dałam ci go w drugiej klasie podstawówki na urodziny.
-Wszystkie moje szkice tu są.
-Żartujesz. - musiała przysiąść się obok mnie, żeby uwierzyć w to co widzi
-Są tutaj. Wszystkie. - zaczęłam przewracać kartki
Szkice stopniowo zmieniały się. Najpierw były zwierzęta. Stopniowo mieszając się z krajobrazem aż całkiem zniknęły. Potem było anime. Po ostatnim niedokończonym szkicu wpadłam na NICH.
-Co to jest? - sama to rysowałam, a nie wiedziałam co to było
-Mnie się pytasz. Ty to rysowałaś. Wygląda to trochę jak chłopak.
-Już pamiętam! To był mój pierwszy rysunek Zayn'a.
-A no tak. Teraz dopiero go poznaje. Ta jego grzywka.
-Zayn. Zayn. Zayn. O Louis.
-Skąd wiesz, że to on?
-Marchewka.
-A no tak.
-Louis. Louis. Zayn. Louis. Zouis.
-Harry. - powiedziałyśmy jednocześnie
-Te jego loczki. Na początku jak się tu przeprowadziłam z mamą to czasem ich spotykałam na mieście.
-Teraz to już na serio mnie wkręcasz.
-Nie wkręcam. Serio spotykałam ich milion razy... na wystawach sklepowych. Byli na plecakach, torebkach, pudełkach... Po prostu na wszystkim.
Przyglądałyśmy dalej. Dużo się na tym naśmiałyśmy. Głównie z tego jak rysowałam włosy. Zawsze mi nie wychodziły. Bawiłam się jak nigdy dopóki nie trafiłam na ostatnią stronę.
-Na zawsze razem pod jednym kierunkiem. - przeczytałyśmy wspólnie

Pod napisem były nasze podpisy i odcisk palca. Ta przysięga miła symbolizować naszą wieczną przyjaźń. Podpisałyśmy to tuż przed moim wyjazdem. Pamiętam ten dzień. Kilka tygodni wcześniej pokłóciłyśmy się tak, że przez tydzień nie rozmawiałyśmy. Napisałyśmy to na znak tego, że już nigdy kłótnia nam nie stanie na drodze. Przyrzekłyśmy na oddanie chłopcom.


Jutro epilog!!!
1 CZERWCA WRACAM Z KINGS AND QUEENS!!!!!
Jest to druga część Opowieści Dziwnej Treści. W końcu trzeba sprawę zabójcy doprowadzić do końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz