Nic nie odpowiedział. Przyczyną tego
z pewnością było to jak go mistrzowsko ochrzaniłam. Albo to, że
wszedł jego szef. Mniejsza z tym. Facet był moim ochroniarzem, a
nie wiedziałam jak się nazywa.
-Wpadłem przynieść ci laptopa. Zamów
w internecie rzeczy, które będą ci potrzebne. Te najważniejsze
masz zamówić kurierem. Liliana ci pomoże. Adres macie na kartce,
które jest przyklejona do ekranu. Możecie nawet zamówić
pierścionek, żeby nie było. Jakieś pytania?
-Jak się pan nazywa? Nie wiem jak mam
się zwracać.
-W całej tej akcji jestem znany jako
ojciec twojego narzeczonego. Możesz mi mówić tato.
-Ok.
'Tata' wyszedł. Zostałam z Lili,
która zdążyła już przez ten czas włączyć laptopa i Mark'iem,
który zasnął na fotelu obok mojego łóżka. Zerknęłam na ekran
laptopa. Rzeczywiście. Była tam kartka.
-To co chcesz zamówić najpierw? -
zapytała
-Jak chcesz. Mnie to już nie obchodzi.
Nigdy przecież nie przepadałam za zakupami.
-Fakt. Nie wiem w jakim stylu mam
szukać ubrań.
-Skoro nie mam być taka jak jestem
dzisiaj to wrócę do swojego dawnego stylu. Proste. Znasz go to
możesz zająć się tym sama.
-A rozmiar?
-Jesteśmy tego samego wzrostu i pewnie
ważymy też tyle samo. Po prostu rozmiar jak dla ciebie
-A co z butem? Zawsze miałaś większą
stopę ode mnie. - miałam dosyć gadania
Zdjęłam jeden but i rzuciłam w jej
stronę. Drugiego też, ale tego już położyłam na podłodze. Sama
też położyłam się na łóżku. Sięgnęłam do stolika po mój
ulubiony zeszyt. Był już stary i poniszczony. Dla mnie ważne było,
że znalazłam go jak sprzątałam. Był jeszcze z czasów jak
mieszkałam w Polsce. Zaczęłam go przeglądać. Były tam wszystkie
moje stare rysunki. Nawet te mniej udane. Uśmiechnęłam się nawet
na widok tych całkiem bezsensu.
-Lili. - dziewczyna nie zareagowała to
kopnęłam ją
-Co chcesz? - powiedziała obracając
głowę w moją stronę
-Pamiętasz?- pokazałam jej stary
zeszyt
-Jezu. Skąd go wytrzasnęłaś?
-Jakiś czas temu znalazłam go w
pokoju, ale chciałam go wyrzucić. Widocznie mam chciała mi o was
przypomnieć, to go mi podrzuciła.
-Nie wierzę, że przetrwał tyle lat.
Dałam ci go w drugiej klasie podstawówki na urodziny.
-Wszystkie moje szkice tu są.
-Żartujesz. - musiała przysiąść
się obok mnie, żeby uwierzyć w to co widzi
-Są tutaj. Wszystkie. - zaczęłam
przewracać kartki
Szkice stopniowo zmieniały się.
Najpierw były zwierzęta. Stopniowo mieszając się z krajobrazem aż
całkiem zniknęły. Potem było anime. Po ostatnim niedokończonym
szkicu wpadłam na NICH.
-Co to jest? - sama to rysowałam, a
nie wiedziałam co to było
-Mnie się pytasz. Ty to rysowałaś.
Wygląda to trochę jak chłopak.
-Już pamiętam! To był mój pierwszy
rysunek Zayn'a.
-A no tak. Teraz dopiero go poznaje. Ta
jego grzywka.
-Zayn. Zayn. Zayn. O Louis.
-Skąd wiesz, że to on?
-Marchewka.
-A no tak.
-Louis. Louis. Zayn. Louis. Zouis.
-Harry. - powiedziałyśmy jednocześnie
-Te jego loczki. Na początku jak się
tu przeprowadziłam z mamą to czasem ich spotykałam na mieście.
-Teraz to już na serio mnie wkręcasz.
-Nie wkręcam. Serio spotykałam ich
milion razy... na wystawach sklepowych. Byli na plecakach, torebkach,
pudełkach... Po prostu na wszystkim.
Przyglądałyśmy dalej. Dużo się na
tym naśmiałyśmy. Głównie z tego jak rysowałam włosy. Zawsze mi
nie wychodziły. Bawiłam się jak nigdy dopóki nie trafiłam na
ostatnią stronę.
-Na zawsze razem pod jednym kierunkiem.
- przeczytałyśmy wspólnie
Pod napisem były nasze podpisy i
odcisk palca. Ta przysięga miła symbolizować naszą wieczną
przyjaźń. Podpisałyśmy to tuż przed moim wyjazdem. Pamiętam ten
dzień. Kilka tygodni wcześniej pokłóciłyśmy się tak, że przez
tydzień nie rozmawiałyśmy. Napisałyśmy to na znak tego, że już
nigdy kłótnia nam nie stanie na drodze. Przyrzekłyśmy na oddanie
chłopcom.
Jutro epilog!!!
1 CZERWCA WRACAM Z KINGS AND QUEENS!!!!!
Jest to druga część Opowieści Dziwnej Treści. W końcu trzeba sprawę zabójcy doprowadzić do końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz