Pociągnęłam Lili w
stronę zamierzonego celu. Szłyśmy równym krokiem. Podeszłyśmy
do dyżurki. Pielęgniarz spojrzał na nas znad papierów, które
właśnie wypełniał.
-Słucham. O co chodzi? -
zapytał
-No... więc... - zaczęła
dukać Lili
-W czym macie problem? -
kontynuował
-Nudzi nam się. Wszyscy
jeszcze śpią oprócz pana. - odpowiedziałam
-No i co w związku z
tym?
-Myślałyśmy, że
porozmawia pan z nami. Opowie coś o tym szpitalu, bo szczerze mówiąc
nie śpię dopiero od jakiś dwóch godzin. Nie wiem nawet, w którym
dokładnie jestem szpitalu.
-Dokładnie. -
przytaknęła Lili
-Jesteście w normalnym
szpitalu. Na oddziale onkologii.
-Że onkologia to wiem.
Domyśliłam się po swojej chorobie.
-Na co jesteś chora?
-Białaczka i zerwane
więzadło skokowe.
-W której nodze?
-Lewej.
-Roki, a ty czasem nie
miałaś w lewej zwichniętego stawu skokowego? - zdziwiła się
Liliana
-Niby tak, ale doktor
Robinson powiedział, że to więzadło skokowe.
-Ty jesteś chora, a ona
co tutaj robi? - powiedział mierząc wzrokiem Lili
-Ona jest moją siostrą.
Przyszła mnie odwiedzić.
-Wiesz, że jesteś za
wcześnie na odwiedziny?
-Niech pan przymknie na
to oko. - prosiłam
-Takie procedury.
-Prosimy. -
powiedziałyśmy jednocześnie, dodatkowo zrobiłyśmy miny zbitego
szczeniaczka
-Niech wam będzie, ale
macie siedzieć przy mnie. Nie możecie zejść mi z oczu ani na
sekundę.
-Dziękujemy.
-To co pan nam opowie o
tym oddziale? - zapytała Lili
-Pacjentów mają tutaj
doktor Robinson i doktor Kelso.
-Jaki jest doktor Kelso?
Tego pierwszego znamy dobrze. Jest całkiem fajny.
-Doktor Kelso jest
całkowitym przeciwieństwem doktora Robinson. Dobrze trafiłaś, bo
doktor Kelso zazwyczaj ma starszych pacjentów. Ile wy macie w ogóle
lat?
-19
-Nie wyglądacie na
bliźniaczki.
-Lili jest starsza ode
mnie o 10 miesięcy. Chodziłyśmy razem do szkoły podstawowej i do
połowy gimnazjum.
-Szkoda. - dodała Lili
-Jedna z was musiała
zmienić szkołę?
-Rodzice rozwiedli się.
Sąd przyznał mnie mamie, a Lili tacie. Liliana wyjechała z tatą
zagranicę, a ja zostałam z mamą w Londynie.
-Nie widywałyście się
ze sobą? Przecież musiałyście mieć jakiś kontakt z drugim
rodzicem.
-To rodzice do nas
przylatywali. Zawsze w tym samym czasie wylatywali i przylatywali.
Tak bardzo się pokłócili, że nawet nie mogli na siebie patrzeć.
-Rozwody to straszna
rzecz. Dobrze, że moi rodzice nie rozwiedli się.
-Pewnie nie przyjdą do
szpitala. Nawet dobrze, bo nie mam zamiaru słyszeć jak się kłócą.
- powiedziała Lili
-Jak się odnalazłyście?
-Lili przyszła do mnie
do szkoły
-Yhm, a potem z tobą od
razu do szpitala. Ile ma pan lat?
-25.
-Tak obstawiałam. -
dodała Lili
Zaczęliśmy się śmiać
jak psychicznie chorzy. Miałam w oczach łzy gdy usłyszałam za
sobą znajomy głos.
-Kochanie tutaj jesteś.
Wszędzie ciebie szukałem. - osz kurwa Mark
Mężczyzna stanął
obok mnie i objął ramieniem. Normalnie to bym już zabiła za takie
coś, ale... musiałam się przyzwyczajać
-Mark... kotku
rozmawiałam sobie z Lili i tym przemiłym panem.
-Możesz mi mówić
Robert.
-Robert to mój
narzeczony, Mark.
-Miło mi poznać. -
uśmiechnął się pielęgniarz w stronę policjanta
-Kochanie mój ojciec
chciałby z tobą porozmawiać. Pilnie. Lili ty też.
-Do zobaczenia Robert. -
powiedziałyśmy szybko, bo ten idiota strasznie się spieszył
Mark tak mocno ściskał
moją dłoń, że bałam się o moje kości. Kolejna rzecz do
operacji. Za Chiny nie
wiedziałam o kogo mu chodzi z tym ojcem. Gdy tylko weszliśmy do
mojej sali wyszarpnęłam dłoń z uścisku Mark'a i usiadłam na
łóżku masując obolałe miejsce.
-Powaliło
cię! Mogłeś mi dłoń zmiażdżyć.
-Przepraszam.
Miałaś nigdzie nie wychodzić.
-Mała
poprawka kochaniutki. Nie miałam wychodzić sama. Sorry bardzo Lili
była ze mną. Nie masz podstaw, żeby na mnie wrzeszczeć i miażdżyć
mi kości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz