Liliana siedziała na łóżku i
chowała twarz w dłoniach. Cała zawartość mojego plecaka leżała
na łóżku, a jeden z policjantów przeszukiwał je.
-To moje rzeczy! Zostaw je. - podeszłam
do niego i wyszarpnęłam mu z dłoni mój piórnik
-Roki wszyscy cie szukamy!
-Spokojnie. Nie musieliście przecież
od razu policji wzywać.
-Właśnie, że
musieliśmy. Chłopaki możecie już iść – gdy wszyscy wyszli
zaczęła mówić dalej – Posłuchaj mnie Roki. Grozi ci straszne
niebezpieczeństwo. Mówiłam ci, że rozmawiałam z moim szefem.
Chciałam, żeby przydzielił mnie do ochrony ciebie. Zgodził się
jak mu powiedziałam, że dobrze cie znam. Oprócz mnie jest jeszcze
jeden policjant. Twoi rodzice nie mogą przyjechać do szpitala, bo
ludzie, którzy chcą cie zabić wiedzieliby gdzie jesteś. Ich i
twój telefon mają na podsłuchu.
-Skąd wiecie, że ktoś
chce mnie zabić?
-Jak byłaś na początku
w Londynie to czy nie wydarzyło się coś dziwnego w twoim życiu?
-Tak. Raz jak byłam z
mamą w parku to zostałam czymś uderzona w głowę. Nie pamiętam
dokładnie tego. Od tego wydarzenia miałam częściową amnezję.
Pamiętałam z tego całego dnia tylko to, że byłam z mamą w
parku. Nie pamiętam nic więcej. Mama opowiadałam mi, że jakieś
dziecko uderzyło przypadkowo mnie piłką w głowę.
-To nie wszystko. Fakt,
że byłaś w parku z mamą i że dostałaś czymś w głowę jest
prawdą. Jednak to był zaplanowany atak. Pewien mężczyzna strzelał
do ciebie z procy kamieniem, który był specjalnie zaostrzony tak,
żeby doprowadził do twojej śmierci. Na szczęście w ostatniej
chwili ruszyłaś się i pocisk nie trafił w odpowiednie miejsce. W
trakcie lotu zmienił trajektorie lotu i dostałaś jego bokiem. W
wyniku uderzenia zapomniałaś co wydarzyło się przez cały dzień.
To, że pamiętasz to z kim i gdzie byłaś zawdzięczasz temu, że
na twojej głowie siedział akurat owad. Gdyby nie on to
zapomniałabyś całkowicie ten dzień. Policjant, który miał
akurat tam patrol zauważył tego mężczyznę jak w ciebie celował
i złapał go. Facet został skazany, ale wpłacono za niego kaucje.
Policja prosiła twoją mamę, żeby niczego ci nie mówiła, bo
mogłabyś zrobić wtedy coś głupiego i wpadłabyś wtedy w jego
łapy. Twoja mama miała też pilnować, żebyś nigdzie nie
wychodziła sama.
-Teraz już wiem dlaczego
przywoziła mnie i odbierała ze szkoły. Nawet nie marudziła mi,
żebym gdzieś wyszła. Zawsze chciała, żebym zbytnio nie chodziła
do sklepu sama. Albo chodziłyśmy razem albo sama szła.
-Nadal cie to obowiązuje.
Teraz Mark i ja będziemy ci jak wrzód na dupie. Będziemy musieli
zmienić twój wygląd zanim wyjdziesz ze szpitala. Reszty dowiesz
się jak przyjdzie mój szef z Mark'iem.
-Dla mnie to nawet
dobrze, bo chciałam przefarbować włosy.
-No widzisz. Są jakieś
plusy tej sprawy. Dobra. Lekarz powinien zaraz przyjść. Pójdę do
barku. Przynieść ci coś?
-Kawę i coś do
jedzenia.
-Ok.
Liliana wyszła z sali.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam zbierać z niego swoje zeszyty.
Poszło mi całkiem sprawnie. Odłożyłam zeszyty na stolik obok.
Gdy odwróciłam się doktor wchodził już do sali.
-Jak się czujesz? -
zapytał
-Dobrze. Wyspałam się w
miarę i zwiedziłam szpital.
-Słyszałem, że
chwilowo zniknęłaś. Policja biegała po całym szpitalu.
-Przepraszam. Powinnam
powiedzieć gdzie idę.
-Nic się nie stało.
Trochę zabawnie było widzieć jak stara pani Hellman biła
policjanta ręcznikiem jak wszedł do jej sali. Stała akurat tyłem.
-Ile ona ma lat?
-83
-Współczuje temu
policjantowi nie tylko ze względu na to, że pobiła go starsza
pani.
-Nic cię nie boli?
-Nie. Nic nowego. Jak
zawsze noga, ale to normalne.
-Jak to noga cie boli?
-Miałam zwichnięty staw
skokowy jak mieszkałam jeszcze w Polsce. Lekarz mówił, że do
końca życia będzie mnie czasem boleć.
-Pozwolisz, że ją
obejrzę.
-Jasne.
Zdjęłam trampek i
wyciągnęłam nogę w stronę lekarza. Masował moją stopę, a w
szczególności okolice kostki.
-Co za idiota. Ty masz
zerwane więzadła skokowe, ale spokojnie. Zrobimy operację i noga
będzie jak nowa.
-Na czym będzie ona
polegać?
-Natniemy ci nogę po
bokach, ale tylko przy stopie i naciągniemy więzadła. Przyczepimy
ci je w odpowiednie miejsca za pomocą takich małych kotwic. Zabieg
ten jest niegroźny dla zdrowia. Jakiś czas będziesz chodzić o
kulach, ale wszystko będzie dobrze.
-Ok. Od dzieciństwa
marzyłam, żeby złamać nogę i chodzić o kulach.
-Cóż złamanie to to
nie jest, ale kule będziesz miała. Powiem ci jeszcze co i jak z
operacją wieczorem.
Lekarz wyszedł z sali,
a ja ubrałam but. Wyjęłam z plecaka ładowarkę do telefonu i
zaczęłam chodzić po sali w poszukiwaniu kontaktu.
-To ci już nie będzie
potrzebne. - usłyszałam za sobą męski głos i zaczęłam się
obracać w jego kierunku
-Jezu, ale mnie pan
wystraszył. - powiedziałam łapiąc się za serce
-Przepraszam. Nie ładuj
telefonu. Dostaniesz nowy tak jak wszystko inne.
-Może jeszcze nową
rodzinę? - zażartowałam
-Zgadłaś. Mark będzie
twoim mężem, a Liliana siostrą.
-O nie! Na męża się
nie zgadzam. Chłopak.
-Narzeczony.
-Stoi! Mark jest moim
narzeczonym, a Lili siostrą
-Pierścionek i resztę
rzeczy dostaniesz później. Fryzjer przyjedzie wieczorem. Potrzebne
są ci jeszcze jakieś rzeczy?
-Tak.
-Co?
-No... yyy...
-No co?
-Ma pan żonę?
-Tak.
-To powinien pan
wiedzieć... O Lili jesteś! Jak dobrze, bo już chciałam wysyłaś
tego pana po kawę.
-Szefie, czyli możemy
już zaczynać.
Mężczyzna, który mnie
wystraszył okazał się szefem Liliany. Usiadłam na łóżku. Lili,
Mark i ich szef stanęli w rzędzie przede mną. Ich miny 'mówiły',
że teraz wszystko będzie brane na poważnie. Pierwszy głos zabrał
szef Lili.
-Zanim wyjdziesz ze
szpitala dostaniesz nową tożsamość. Fryzjer postara się o to,
żebyś nie przypominała siebie. Powinien byś wieczorem...
-Ale wieczorem ma przyjść
do mnie lekarz i powiedzieć mi wszystko o operacji. - wtrąciłam
się
-O jakiej operacji?
-No mają mi operować
nogę. Przez jakiś czas będę musiała chodzić o kulach.
-Pewnie będzie tylko
mówić, a to nie będzie kolidować z włosami. Jakiś czas będziesz
tutaj siedzieć. Najpierw musimy uporządkować sprawy z nową
tożsamością, a to trochę potrwa. Na pewno znajdziesz sobie jakieś
zajęcie. Tak jak ustaliliśmy Mark będzie twoim narzeczonym, a
Liliana siostrą. Mark będzie parę razy dziennie przychodził tu,
żebyście oswoili się ze sobą. Dostaniesz nowe ubrania, telefon,
laptop i mieszkanie. Niestety nie możesz już spotykać się z
rodzicami ani nikim innym z twojej rodziny. Liliana i Mark też
przejdą przemianę. Są już trochę znani w policji. Będziesz
teraz musiała się ich słuchać i mówić o wszystkim. Jeśli
będziesz gdzieś wychodzić to jedno z nich musi iść z tobą. To
by było wszystko. Masz jakieś pytania?
-Tak. Co zrobicie z moją
teraźniejszą tożsamością? Przecież nie wyparuję.
-Upozorujemy twoją
śmierć. Nie wiemy jeszcze jak. Chyba wykorzystamy twoją chorobę.
Za parę dni powinnaś dostać swoje nowe dane, ale przez jakiś czas
będziesz się jeszcze posługiwać starymi. Jeszcze jakieś pytania?
-Mogę wychodzić ze
szpitala?
-Kategorycznie nie.
-No to jak kupicie mi
ubrania?
-Zamówicie z internetu.
Liliana ci pomoże. Coś jeszcze?
-Raczej nie.
-Dobrze. Ja już pójdę.
Liliana z tobą zostanie. Mark przyjdzie za jakiś czas. Nie zapomnij
o fryzjerze.
-Jasne. - odpowiedziałam
pod nosem
Lili usiadła obok mnie
na łóżku. Kontem oka zauważyłam, że uśmiecha się. Uśmiech
przerodził się w chichot, a on w głośny śmiech.
-Z czego się tak
śmiejesz?
-Serio narzeczony?
-Ej! I tak stargowałam.
Miał być mąż.
-Mark jest fajny. Na
pewno cię zaprzyjaźnicie. Masz już jakiś pomysł na nowa fryzurę?
-Nie wiem. Może
rozjaśnię włosy i zrobię ombre. Nie jestem pewna, a ty?
-Mm... rozjaśnię,
pofarbuje na jasny róż i ombre. Nie jestem pewna koloru, ale raczej
turkus.
-Fajnie, że będziemy
siostrami. Ciekawa jestem mojego nowego imienia.
-To nazwisko cię nie
obchodzi?!
-Niezbyt. Ważne, żebym
miała jakieś normalne imię. Ale serio fajnie, że będziemy
siostrami.
-Pamiętasz? Zawsze nam
mówili, że jesteśmy siostrami. Chciałyśmy kogoś nabrać, ale za
dużo osób już nas znało.
-Pamiętam. Możemy teraz
iść kogoś wkręcić. Na pewno nikt nas tu aż tak zna. - po jej
minie wiedziałam, że nie chce się zgodzić – Jak szłam się
przejść to widziałam całkiem ładnego pielęgniarza. Lekarza też.
-Dobra, ale jak nas
złapią to powiem, że to był twój pomysł.
-Powie się, że
przyzwyczajamy się. No, bo w końcu będziemy siostrami.
Wzięłyśmy swoje kawy
i wyszłyśmy na hol. Liliana patrzała w lewo, a ja w prawo. Na
dyżurce siedział pielęgniarz.
-Bingo. Idziemy do
dyżurki.