wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 11

 Ona ciągle na mnie patrzała. Myślała, że jeśli wzrok ma skierowany w drugą stronę to tego nie widzę. Widocznie musiała już zapomnieć, że wujek nauczył mnie sztuczki, którą miałam Ją nauczyć. Sama tego chciała. Na szczęście nie przebrali mnie w te dziwne szpitalne ciuchy, w których widać tyłek. Dotknęłam prawej przedniej kieszeni spodni. Nadal tam były. W lewej też nikt nie szperał. Wyjęłam ich zawartość i pod kołdrą połączyłam je w całość. Była to zabójcza broń przeciwko innym osobom, którą każdy nastolatek się posługiwał. To zawsze pomagało. Położyłam się na łóżku i odwróciłam plecami do Niej. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam moją ulubiona playliste. Zamknęłam oczy i wkroczyłam do mojego własnego świata, w którym mam najwyższą władzę w świecie gdzie wszystko zależy ode mnie. Krótko mówiąc w śnie.
Przebudziłam się gdy muzyka przestała "wpływać" do mojego umysłu. Widocznie baterie w telefonie musiały się wyczerpać. Nie otwierałam jeszcze oczu, bo liczyłam na to, że uda mi się jeszcze zasnąć. Niestety moje starania poszły na marne. Rozmowa dwóch osób nie pozwalała mi zasąć.
- Jest pani pewna, że da pani radę jej to powiedzieć? - rozpoznałam ten głos. Był to lekarz
- Tak. Teraz ma już tylko mnie tutaj. To wszystko tak nagle na nią spadło. - to... to... ONA!
- W szpitalu jest psycholog. Gdyby była taka potrzeba to... proszę zwrócić się do mnie. Jest silna. Powinna sobie poradzić.
- Gdy tylko ją poznałam już wydawała mi się niewyobrażalnie silna. Aż dziw, że uważano nas w szkole za siostry.
- Medycyna zna kilka takich przypadków jak ona. Tylko nielicznym się udało, ale ona ma więcej szans. Ważne, żeby tego chciała i wierzyła, że jej sie uda.
- Ja w nią wierze. Na pewno jej się to uda...
- Co mi się uda?! Po co mi psycholog?! Jestem zdrowa?! Nie musicie mnie odrazu wysyłaś do czubków, bo zemdlałam! - prawie wyskoczyłam z łóżka ze wściekłości.
- Roki uspokój się. Doktorze poradzę sobie. Może pan iść.
- Nie Liliana! Mam już tego wszystkiego dosyć! Nie odzywaliście się przez tyle lat!
- To nie prawda. Pisaliśmy do ciebie listy. Sara, Serina, Cysia, Luke, ja. Każdy pisał. To ty nas olałaś i bez słowa wyjechałaś. Nawet nie raczyłaś do nas zadzwonić, odpisać na list, nawet napisać głupiego SMS'a.
- To wy mnie olaliście! Od żadnego z was nie dostałam ani jednego listu... - wszystkie wspomnienia zaczęły napływać do mojej głowy. Nie wytrzymałam i worek łez, który od kilku lat był szczelnie zamknięty pękł jak mydlana bańka
- Przepraszam Roki. Przepraszam za to, że chociaż też byłam w Londynie to się nie odzywałam. Przepraszam za to, że cię olałam i, że widziałam tylko swoje problemy. Przepraszam, że pozwoliłam na to, żeby całe to gówno, które uważałam za coś co mi ulży wróciło do mojego życia. Przepraszam za wszystko co się stało, co się dzieje i za to co jeszcze zepsuje w przyszłości. - przez cały ten czas siedziała ze mną, przytulała i pozwalała płakać w jej ramię
- Wybaczę ci to wszystko jeśli już nigdy mnie nie zostawisz.
- Teraz gdy cię znalazłam to już cie nie zostawie.
- Co takiego masz mi powiedzieć?
Odsunęłam się od niej i zaczęłam wycierać twarz z łez. Jej mina zdradzała, że nie ma dobrych wiadomości.
-Zemdlałaś w szkole. Lekarz po kilkunastu badaniach, które ci zrobili, powiedział mi, że należysz do grona ludzi, którzy... Nie wiem jak ci to wyjaśnić. Ty i jeszcze kilkanaście osób na Ziemi inaczej objawiacie niektóre choroby. Ty trafiłaś na białaczkę. Jesteś już pełnoletnia, więc za godzinę przyjdzie lekarz sprawdzić jak się czujesz. Jeśli tego chcesz to możesz się dopytać go o wszystko. Teraz wybacz, ale muszę wyjść. - wstała z łóżka i zaczęła kierować się w stronę drzwi
- Ale wrócisz. - dopiero po chwili odezwałam się

- Oczywiście, że tak. Muszę tylko porozmawiać z szefem. Odpoczywaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz