Ona
ciągle na mnie patrzała. Myślała, że jeśli wzrok ma skierowany
w drugą stronę to tego nie widzę. Widocznie musiała już
zapomnieć, że wujek nauczył mnie sztuczki, którą miałam Ją
nauczyć. Sama tego chciała. Na szczęście nie przebrali mnie w te
dziwne szpitalne ciuchy, w których widać tyłek. Dotknęłam prawej
przedniej kieszeni spodni. Nadal tam były. W lewej też nikt nie
szperał. Wyjęłam ich zawartość i pod kołdrą połączyłam je w
całość. Była to zabójcza broń przeciwko innym osobom, którą
każdy nastolatek się posługiwał. To zawsze pomagało. Położyłam
się na łóżku i odwróciłam plecami do Niej. Włożyłam
słuchawki do uszu i włączyłam moją ulubiona playliste. Zamknęłam
oczy i wkroczyłam do mojego własnego świata, w którym mam
najwyższą władzę w świecie gdzie wszystko zależy ode mnie.
Krótko mówiąc w śnie.
Przebudziłam
się gdy muzyka przestała "wpływać" do mojego umysłu.
Widocznie baterie w telefonie musiały się wyczerpać. Nie
otwierałam jeszcze oczu, bo liczyłam na to, że uda mi się jeszcze
zasnąć. Niestety moje starania poszły na marne. Rozmowa dwóch
osób nie pozwalała mi zasąć.
-
Jest pani pewna, że da pani radę jej to powiedzieć? - rozpoznałam
ten głos. Był to lekarz
-
Tak. Teraz ma już tylko mnie tutaj. To wszystko tak nagle na nią
spadło. - to... to... ONA!
-
W szpitalu jest psycholog. Gdyby była taka potrzeba to... proszę
zwrócić się do mnie. Jest silna. Powinna sobie poradzić.
-
Gdy tylko ją poznałam już wydawała mi się niewyobrażalnie
silna. Aż dziw, że uważano nas w szkole za siostry.
-
Medycyna zna kilka takich przypadków jak ona. Tylko nielicznym się
udało, ale ona ma więcej szans. Ważne, żeby tego chciała i
wierzyła, że jej sie uda.
-
Ja w nią wierze. Na pewno jej się to uda...
-
Co mi się uda?! Po co mi psycholog?! Jestem zdrowa?! Nie musicie
mnie odrazu wysyłaś do czubków, bo zemdlałam! - prawie
wyskoczyłam z łóżka ze wściekłości.
-
Roki uspokój się. Doktorze poradzę sobie. Może pan iść.
-
Nie Liliana! Mam już tego wszystkiego dosyć! Nie odzywaliście się
przez tyle lat!
-
To nie prawda. Pisaliśmy do ciebie listy. Sara, Serina, Cysia, Luke,
ja. Każdy pisał. To ty nas olałaś i bez słowa wyjechałaś.
Nawet nie raczyłaś do nas zadzwonić, odpisać na list, nawet
napisać głupiego SMS'a.
-
To wy mnie
olaliście! Od żadnego z was nie dostałam
ani jednego listu... - wszystkie wspomnienia zaczęły napływać do
mojej głowy. Nie wytrzymałam i worek łez, który od kilku lat był
szczelnie zamknięty pękł jak mydlana bańka
- Przepraszam Roki.
Przepraszam za to, że chociaż też byłam w Londynie to się nie
odzywałam. Przepraszam za to, że cię olałam i, że widziałam
tylko swoje problemy. Przepraszam, że pozwoliłam na to, żeby całe
to gówno, które uważałam za coś co mi ulży wróciło do mojego
życia. Przepraszam za wszystko co się stało, co się dzieje i za
to co jeszcze zepsuje w przyszłości. - przez cały ten czas
siedziała ze mną, przytulała i pozwalała płakać w jej ramię
- Wybaczę ci to
wszystko jeśli już nigdy mnie nie zostawisz.
- Teraz gdy cię
znalazłam to już cie nie zostawie.
- Co takiego masz mi
powiedzieć?
Odsunęłam się od
niej i zaczęłam wycierać twarz z łez. Jej mina zdradzała, że
nie ma dobrych wiadomości.
-Zemdlałaś w
szkole. Lekarz po kilkunastu badaniach, które ci zrobili, powiedział
mi, że należysz do grona ludzi, którzy... Nie wiem jak ci to
wyjaśnić. Ty i jeszcze kilkanaście osób na Ziemi inaczej
objawiacie niektóre choroby. Ty trafiłaś na białaczkę. Jesteś
już pełnoletnia, więc za godzinę przyjdzie lekarz sprawdzić jak
się czujesz. Jeśli tego chcesz to możesz się dopytać go o
wszystko. Teraz wybacz, ale muszę wyjść. - wstała z łóżka i
zaczęła kierować się w stronę drzwi
- Ale wrócisz. -
dopiero po chwili odezwałam się
- Oczywiście, że
tak. Muszę tylko porozmawiać z szefem. Odpoczywaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz