- Jak mogłaś nam to zrobić Lils?
- Roki to ty? - wymruczała Lils wracając do stanu normalności
- Taa
- Jak długo tu jesteś? Co widziałaś?
- Przyszłam jak nie kontaktowałaś. Jak mogłaś to zrobić? Obiecałaś nam.
- To było silniejsze. Chciałam o wszystkim zapomnieć, a tylko to mi na to pozwalało.
- Nie musiałaś tego robić. Bądź od tego silniejsza.
- Ale ja już nie daje rady.
- Dasz rade...
- Możemy już o tym nie gadać?
- Żwirek dał mi coś dla ciebie. Proszę. - podałam Lilianie list
- Co to jest?
- Kevin kazał ci to przekazać. Zostawię cie samą...
- Nie! Zostań. Chce żebyś to przeczytała. Nagłos. Ja nie dam rady.
- Ok. - otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej zapisaną kartkę – Witaj Lili. Będzie mi ciebie brakować. Muszę wyjechać. Mój ojciec dostał propozycje pracy w Waszyngtonie. To jego wileka szansa. Nie mamy tutaj żadniej rodziny dlatego muszę jechać z nim. Wiedz, że nigdy nie zapomnę tego jak byliśmy razem w kinie. Zawsze będę pamiętał ten twój rumieniec gdy spotkaliśmy w kinie Sare i Roki. Pamiętasz? To była nasza pierwsza randka. Nigdy nie zapomnę tego jak ukrywałaś w parku to, że jest ci zimno. I tego, że poświęciłaś twoje ulubione ciastka na rzecz gołębi. I jak śmiałaś się na każdym momencie filmu. I twojego rumieńca jak pocałowałem cię w policzek. Będę pamiętał każdą spędzoną z tobą chwile. Proszę cię nie zapomnij o mnie. Zawsze będziesz w moim sercu. Żegnaj piękna. Na zawsze twój Kevin. Jezu mam łzy w oczach. Co ci? Liliana?
- JAK ON MÓGŁ!!! - Lili zaniosła się przeraźliwym płaczem
Nigdy wcześniej nie widziałam mojej przyjaciółki w takim stanie. Zawsze widziałam ją roześmianą. Nigdy nie była tak bardzo smutna. Nawet nie wiem czy można zaliczyć tego do smutku. To była czysta rozpacz. Nie wiedziałam co mam zrobić. Gdy ktoś obok mnie płakał ja też zaczynałam płakać. Tak stało się i teraz.
Siedziałyśmy tam i płakałyśmy aż nie zorientowałam się, że jest już prawie koniec lekcji. Podniosłam nas z ziemi i poszłyśmy na przystanek autobusowy. Jeszcze nikt z tej naszej "genialnej" klasy nie przyszedł, więc miałyśmy okazje wybrać sobie miejsce jakie tylko chciałyśmy. Usiadłyśmy pośrodku. Wyjęłam z mojego plecaka okulary przeciwsłoneczne i podałam je Lilianie. Nie chciałam, żeby ktoś zobaczył jej czerwone i opuchnięte oczy. Nie obyło by się wtedy bez głupich pytań, od których zapewne wybuchłaby bójka. Sama ubrałam bluzę siostry, którą "pożyczyłam" od niej. Moja głowa o dziwo mieściła się w jej kapturze. Dobra. Tonęła w niej. Nie wiem jakim cudem, ale nikt nie podszedł do nas. Odprowadziłam Lili do jej domu. Nie mogłam z nią zostać, bo mama dobijała się do mnie od paru minut. Na szczęście Liliana zrozumiała mnie i powiedziała, że nie chce, żebym miała przez nią kłopoty. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jak jej to powiedzieć.
*cztery lata później*
Po niespodziewanej przeprowadzce musiałam nauczyć się żyć na nowo. Nowa szkoła. Nowi znajomi. Nowy dom. Wszystko było dla mnie inne. Tu nie jest już tak jak w Polsce. Najgorsze było to, że nie mogłam się pożegnać z przyjaciółmi. Nie wiedziałam jak to zrobić. Przekładałam to, bo się bałam ich reakcji. Gdybym przeprowadzała się do innego miasta w Polsce to nie byłoby tak źle, ale to jest kurwa Anglia. Lils i reszta paczki nie mogą przyjeżdżać do mnie tak jak to było kiedyś. Oni nawet nie wiedzą gdzie mieszkam. Żwirek pewnie im powiedział. Ciekawe tylko ile z tego jest naprawdę. Ten idiota zawsze omija większą część informacji.Jechałam z mamą do szkoły. Mieszkam tu od czterech lat, a ona i tak odwozi mnie do szkoły. Nie żebym narzekała, ale serio po coś jednak Bóg dał nam te nogi. W szkole nie mam zbyt wielu przyjaciół. Pogadam z kimś od czasu do czasu, ale nikt nie zastąpi mi tych moich 'chorych' przyjaciół. Z nimi mogłam się naprawdę pośmiać. Kilka ulic przed szkołą stała policja. Musiałyśmy zjechać na pobocze. Do naszego auta podeszła jakaś młoda policjantka. Jak na Londyn było o dziwo ciepło, więc miała na głowie czapkę z daszkiem. Podeszła do mojej mamy i zaczęła kontrolę. Co jakiś czas zerkała na mnie. Myślałam, że zaraz wyjdę z siebie. Pewnie myślała, że biorę narkotyki. To, że mam tunele w uszach nie oznacza, że ćpam. Przestałam przejmować się tą policjantką i zaczęłam bawić się moimi włosami. Od dłuższego czasu miałam w planach pofarbowanie ich. Nie byłam pewna jeszcze koloru. Może fryzjerka mi doradzi. Chociaż po ostatnim razie nie ufam im za bardzo. Chciałam tylko podciąć sobie końce. Dali mi jakąś praktykantkę, która nie dość, że ciągle gadała to zcięła mi więcej włosów nich chciałam. Miałam wtedy włosy prawie do pasa. Zapuszczałam je kilka lat, a jak wyszłam z salonu to były prawie do ramion. Tak to były tylko końce.
Już pierwsza lekcja w szkole mnie doprowadziła do szału. Na lekcje przyszła policja. Oczywiście były to te same osoby co zatrzymały mnie w drodze do tego więzienia razem z tą młodą policjantką. Znowu się na mnie gapiła. Nauczyciel kazał nam usiąść w ławkach i słuchać. Nie żebym miała coś innego do roboty. Kuźwa może chciałam stać jak ostatni osioł. Jeden z policjantów nie wiem jakiego stopnia zaczął coś gadać. Przyznam się nie słuchałam go. Gryzmoliłam coś na okładce zeszytu. Co jakiś czas docierały do mnie jego słowa. Bla bla bla narkotyki bla bla bla uzależnienie. I tak cała lekcja. Pod koniec zajęć zaczęłam trochę uważać. Policjant ględził coś, że zostanie tutaj w szkole jeden człowiek od nich i będzie się nam przyglądał, bo dostali donos, że w naszej szkole pracuje diler czy coś w tym stylu. Mózg mi się wyłączył i przestałam kontaktować. Widziałam tylko jak każdy się na mnie gapi. Próbowałam wstać z ławki, ale gdy tylko to zrobiłam miałam ciemność przed oczami.
***
Próbowałam otworzyć oczy, ale nie wychodziło mi to. Były ciężkie i to bardzo. Słyszałam tylko jak ktoś stawia coś obok mnie i siada na tym. Nie był to mężczyzna, bo kroki były delikatne. Jedna noga stąpała inaczej. Tylko jedna osoba tak chodzi.To nie może być Ona. Przecież jest kilometry stąd. Nikt z Nich nie wie gdzie jestem. - od panicznego myślenia głowa zaczęła mnie coraz bardziej boleć. Z moich ust urwał się jęk bólu. Osoba, która siedziała obok mnie poszła, a raczej wybiegła. Zebrałam w sobie wszystkie siły i otworzyłam oczy. Uderzyło w nie ostre światło. Przymknęłam trochę oczy i spojrzałam na swoje dłonie. W lewej miałam wbity wenflon, do którego była podłączona kroplówka. Prawa była owinięta bandażem w nadgarstku. Z tego co pamiętałam to nic sobie w nią nie zrobiłam.
Do sali wszedł lekarz z Nią. Dopiero teraz byłam pewna swoich przypuszczeń względem niej. To ciągle obserwowanie mnie, dziwny chód. Nie chciałam, żeby tu była. Miałam w planach całe swoje wcześniejsze życie zostawić w Polsce. W Anglii miało być inaczej. Wszystko miałam zacząć od nowa. Poświęciłam dla tego wszystko. Zaczęłam słuchać rocka. Odrzuciłam pop, bo przypominał mi Ją. Wyrzuciłam wszystkie wcześniejsze szkice. Wykasowałam wszystkie zdjęcia, ale to i tak zostało w mojej pamięci. Jej już nie mogłam wyczyścić, skasować. Byłam zmuszona pamiętać moje życie w Polsce. Z każdym kolejnym dniem marzyłam, żeby wynaleziono coś co może wykasować wspomnienia jakie tylko chcemy. Tak się nie stało. Każdej nocy Oni mi się śnili. Największy udział w nich miało jednak Ona. Nie chciałam tego. Miałam o tym zapomnieć, ale z każdym kolejnym dniem w Anglii coraz bardziej zagłębiali się w mojej pamięci. Byli nie do zniesienia. Na każdym kroku słyszałam Ich głos. Jak zwracają mi uwagę, pocieszają mnie, śmieją się. Nawet jak na mnie krzyczą. Miałam tego dosyć. Moja mama miała już podejrzenia, że biorę narkotyki. Nie chciałam być taka jak Ona. Oszukiwać i ćpać.
- Jak się czujesz Roki? - moje rozmyślania przerwał lekarz świecąc mi latareczką po oczach
- Głowa mnie boli. Co mi się stało w nadgarstek?
- To normalne, że cię boli po omdleniu. Rozcięłaś go sobie o kant ławki. Straciłaś trochę krwi, ale jest już lepiej.
- Długo spałam? - lekarz zaczął pisać coś w papierach, które przyniósł ze sobą
- Zemdlałaś w poniedziałek, a właśnie teraz zaczął się wtorek. Jest parę minut po północy. Mogę teraz ja pozadawać ci parę pytań?
Pokiwałam twierdząco głową i wtedy zaczęło się przesłuchanie. Lekarz, a jak się dowiedziałam w trakcie rozmowy doktor Robinson, pytał się mnie czy się dobrze odżywiam i takie tam bzdety. Starałam się udzielać mu jak najbardziej prawdziwych odpowiedzi. Mówiłam tyle ile pamiętałam.
Po wyjściu lekarza z sali, w której leżałam zostałam tylko z Nią. Przez dłuższy czas panowała cisza. Bałam się rozmowy, która miała nadejść. W pewnym stopniu nie chciałam jej, ale od mojego wyjazdu pragnęłam jej. Jednego byłam pewna: nie przerwę jej. To Ona musi to zrobić. Nie będę okazywać tego jak jestem słaba. Dawniej byłam inna. Po moim wyjeździe zmieniło się to. Stałam się zimniejsza, bardziej surowa. Najogólniej mówiąc zostałam zimną suką dla wszystkich spoza rodziny. Nie liczyło się dla mnie czy był to nauczyciel czy ktoś z mojej klasy. Nie chciałam się już do nikogo więcej przywiązać. Nie miałam zamiaru znowu czuć tego bólu.
Hej! Zbliżamy się do końca opowiadania. Zostało jeszcze kilka rozdziałów. Drugą część będę publikować tylko na wattpadzie. Blogger zaczyna mnie już denerwować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz