środa, 11 marca 2015

Rozdział 13

 Liliana siedziała na łóżku i chowała twarz w dłoniach. Cała zawartość mojego plecaka leżała na łóżku, a jeden z policjantów przeszukiwał je.
-To moje rzeczy! Zostaw je. - podeszłam do niego i wyszarpnęłam mu z dłoni mój piórnik
-Roki wszyscy cie szukamy!
-Spokojnie. Nie musieliście przecież od razu policji wzywać.
-Właśnie, że musieliśmy. Chłopaki możecie już iść – gdy wszyscy wyszli zaczęła mówić dalej – Posłuchaj mnie Roki. Grozi ci straszne niebezpieczeństwo. Mówiłam ci, że rozmawiałam z moim szefem. Chciałam, żeby przydzielił mnie do ochrony ciebie. Zgodził się jak mu powiedziałam, że dobrze cie znam. Oprócz mnie jest jeszcze jeden policjant. Twoi rodzice nie mogą przyjechać do szpitala, bo ludzie, którzy chcą cie zabić wiedzieliby gdzie jesteś. Ich i twój telefon mają na podsłuchu.
-Skąd wiecie, że ktoś chce mnie zabić?
-Jak byłaś na początku w Londynie to czy nie wydarzyło się coś dziwnego w twoim życiu?
-Tak. Raz jak byłam z mamą w parku to zostałam czymś uderzona w głowę. Nie pamiętam dokładnie tego. Od tego wydarzenia miałam częściową amnezję. Pamiętałam z tego całego dnia tylko to, że byłam z mamą w parku. Nie pamiętam nic więcej. Mama opowiadałam mi, że jakieś dziecko uderzyło przypadkowo mnie piłką w głowę.
-To nie wszystko. Fakt, że byłaś w parku z mamą i że dostałaś czymś w głowę jest prawdą. Jednak to był zaplanowany atak. Pewien mężczyzna strzelał do ciebie z procy kamieniem, który był specjalnie zaostrzony tak, żeby doprowadził do twojej śmierci. Na szczęście w ostatniej chwili ruszyłaś się i pocisk nie trafił w odpowiednie miejsce. W trakcie lotu zmienił trajektorie lotu i dostałaś jego bokiem. W wyniku uderzenia zapomniałaś co wydarzyło się przez cały dzień. To, że pamiętasz to z kim i gdzie byłaś zawdzięczasz temu, że na twojej głowie siedział akurat owad. Gdyby nie on to zapomniałabyś całkowicie ten dzień. Policjant, który miał akurat tam patrol zauważył tego mężczyznę jak w ciebie celował i złapał go. Facet został skazany, ale wpłacono za niego kaucje. Policja prosiła twoją mamę, żeby niczego ci nie mówiła, bo mogłabyś zrobić wtedy coś głupiego i wpadłabyś wtedy w jego łapy. Twoja mama miała też pilnować, żebyś nigdzie nie wychodziła sama.
-Teraz już wiem dlaczego przywoziła mnie i odbierała ze szkoły. Nawet nie marudziła mi, żebym gdzieś wyszła. Zawsze chciała, żebym zbytnio nie chodziła do sklepu sama. Albo chodziłyśmy razem albo sama szła.
-Nadal cie to obowiązuje. Teraz Mark i ja będziemy ci jak wrzód na dupie. Będziemy musieli zmienić twój wygląd zanim wyjdziesz ze szpitala. Reszty dowiesz się jak przyjdzie mój szef z Mark'iem.
-Dla mnie to nawet dobrze, bo chciałam przefarbować włosy.
-No widzisz. Są jakieś plusy tej sprawy. Dobra. Lekarz powinien zaraz przyjść. Pójdę do barku. Przynieść ci coś?
-Kawę i coś do jedzenia.
-Ok.
Liliana wyszła z sali. Usiadłam na łóżku i zaczęłam zbierać z niego swoje zeszyty. Poszło mi całkiem sprawnie. Odłożyłam zeszyty na stolik obok. Gdy odwróciłam się doktor wchodził już do sali.
-Jak się czujesz? - zapytał
-Dobrze. Wyspałam się w miarę i zwiedziłam szpital.
-Słyszałem, że chwilowo zniknęłaś. Policja biegała po całym szpitalu.
-Przepraszam. Powinnam powiedzieć gdzie idę.
-Nic się nie stało. Trochę zabawnie było widzieć jak stara pani Hellman biła policjanta ręcznikiem jak wszedł do jej sali. Stała akurat tyłem.
-Ile ona ma lat?
-83
-Współczuje temu policjantowi nie tylko ze względu na to, że pobiła go starsza pani.
-Nic cię nie boli?
-Nie. Nic nowego. Jak zawsze noga, ale to normalne.
-Jak to noga cie boli?
-Miałam zwichnięty staw skokowy jak mieszkałam jeszcze w Polsce. Lekarz mówił, że do końca życia będzie mnie czasem boleć.
-Pozwolisz, że ją obejrzę.
-Jasne.
Zdjęłam trampek i wyciągnęłam nogę w stronę lekarza. Masował moją stopę, a w szczególności okolice kostki.
-Co za idiota. Ty masz zerwane więzadła skokowe, ale spokojnie. Zrobimy operację i noga będzie jak nowa.
-Na czym będzie ona polegać?
-Natniemy ci nogę po bokach, ale tylko przy stopie i naciągniemy więzadła. Przyczepimy ci je w odpowiednie miejsca za pomocą takich małych kotwic. Zabieg ten jest niegroźny dla zdrowia. Jakiś czas będziesz chodzić o kulach, ale wszystko będzie dobrze.
-Ok. Od dzieciństwa marzyłam, żeby złamać nogę i chodzić o kulach.
-Cóż złamanie to to nie jest, ale kule będziesz miała. Powiem ci jeszcze co i jak z operacją wieczorem.
Lekarz wyszedł z sali, a ja ubrałam but. Wyjęłam z plecaka ładowarkę do telefonu i zaczęłam chodzić po sali w poszukiwaniu kontaktu.
-To ci już nie będzie potrzebne. - usłyszałam za sobą męski głos i zaczęłam się obracać w jego kierunku
-Jezu, ale mnie pan wystraszył. - powiedziałam łapiąc się za serce
-Przepraszam. Nie ładuj telefonu. Dostaniesz nowy tak jak wszystko inne.
-Może jeszcze nową rodzinę? - zażartowałam
-Zgadłaś. Mark będzie twoim mężem, a Liliana siostrą.
-O nie! Na męża się nie zgadzam. Chłopak.
-Narzeczony.
-Stoi! Mark jest moim narzeczonym, a Lili siostrą
-Pierścionek i resztę rzeczy dostaniesz później. Fryzjer przyjedzie wieczorem. Potrzebne są ci jeszcze jakieś rzeczy?
-Tak.
-Co?
-No... yyy...
-No co?
-Ma pan żonę?
-Tak.
-To powinien pan wiedzieć... O Lili jesteś! Jak dobrze, bo już chciałam wysyłaś tego pana po kawę.
-Szefie, czyli możemy już zaczynać.
Mężczyzna, który mnie wystraszył okazał się szefem Liliany. Usiadłam na łóżku. Lili, Mark i ich szef stanęli w rzędzie przede mną. Ich miny 'mówiły', że teraz wszystko będzie brane na poważnie. Pierwszy głos zabrał szef Lili.
-Zanim wyjdziesz ze szpitala dostaniesz nową tożsamość. Fryzjer postara się o to, żebyś nie przypominała siebie. Powinien byś wieczorem...
-Ale wieczorem ma przyjść do mnie lekarz i powiedzieć mi wszystko o operacji. - wtrąciłam się
-O jakiej operacji?
-No mają mi operować nogę. Przez jakiś czas będę musiała chodzić o kulach.
-Pewnie będzie tylko mówić, a to nie będzie kolidować z włosami. Jakiś czas będziesz tutaj siedzieć. Najpierw musimy uporządkować sprawy z nową tożsamością, a to trochę potrwa. Na pewno znajdziesz sobie jakieś zajęcie. Tak jak ustaliliśmy Mark będzie twoim narzeczonym, a Liliana siostrą. Mark będzie parę razy dziennie przychodził tu, żebyście oswoili się ze sobą. Dostaniesz nowe ubrania, telefon, laptop i mieszkanie. Niestety nie możesz już spotykać się z rodzicami ani nikim innym z twojej rodziny. Liliana i Mark też przejdą przemianę. Są już trochę znani w policji. Będziesz teraz musiała się ich słuchać i mówić o wszystkim. Jeśli będziesz gdzieś wychodzić to jedno z nich musi iść z tobą. To by było wszystko. Masz jakieś pytania?
-Tak. Co zrobicie z moją teraźniejszą tożsamością? Przecież nie wyparuję.
-Upozorujemy twoją śmierć. Nie wiemy jeszcze jak. Chyba wykorzystamy twoją chorobę. Za parę dni powinnaś dostać swoje nowe dane, ale przez jakiś czas będziesz się jeszcze posługiwać starymi. Jeszcze jakieś pytania?
-Mogę wychodzić ze szpitala?
-Kategorycznie nie.
-No to jak kupicie mi ubrania?
-Zamówicie z internetu. Liliana ci pomoże. Coś jeszcze?
-Raczej nie.
-Dobrze. Ja już pójdę. Liliana z tobą zostanie. Mark przyjdzie za jakiś czas. Nie zapomnij o fryzjerze.
-Jasne. - odpowiedziałam pod nosem
Lili usiadła obok mnie na łóżku. Kontem oka zauważyłam, że uśmiecha się. Uśmiech przerodził się w chichot, a on w głośny śmiech.
-Z czego się tak śmiejesz?
-Serio narzeczony?
-Ej! I tak stargowałam. Miał być mąż.
-Mark jest fajny. Na pewno cię zaprzyjaźnicie. Masz już jakiś pomysł na nowa fryzurę?
-Nie wiem. Może rozjaśnię włosy i zrobię ombre. Nie jestem pewna, a ty?
-Mm... rozjaśnię, pofarbuje na jasny róż i ombre. Nie jestem pewna koloru, ale raczej turkus.
-Fajnie, że będziemy siostrami. Ciekawa jestem mojego nowego imienia.
-To nazwisko cię nie obchodzi?!
-Niezbyt. Ważne, żebym miała jakieś normalne imię. Ale serio fajnie, że będziemy siostrami.
-Pamiętasz? Zawsze nam mówili, że jesteśmy siostrami. Chciałyśmy kogoś nabrać, ale za dużo osób już nas znało.
-Pamiętam. Możemy teraz iść kogoś wkręcić. Na pewno nikt nas tu aż tak zna. - po jej minie wiedziałam, że nie chce się zgodzić – Jak szłam się przejść to widziałam całkiem ładnego pielęgniarza. Lekarza też.
-Dobra, ale jak nas złapią to powiem, że to był twój pomysł.
-Powie się, że przyzwyczajamy się. No, bo w końcu będziemy siostrami.
Wzięłyśmy swoje kawy i wyszłyśmy na hol. Liliana patrzała w lewo, a ja w prawo. Na dyżurce siedział pielęgniarz.

-Bingo. Idziemy do dyżurki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz